Wydawnictwo Waneko
Rok wydania: 2026
Gatunek: shounen, akcja, przygoda, dramat, fantasy
Motywy: mitologia, walka, kosmos, tajemniceSą takie tytuły, do których wraca się nie tylko dla samej
historii, ale przede wszystkim dla wspomnień. Dla mnie „Saint Seiya. Rycerze
Zodiaku” są właśnie takim powrotem do dzieciństwa. Dorastałam w czasach, kiedy
popołudniami na RTL 7 można było oglądać całe pasma animacji, a „Rycerze
Zodiaku” to jeden z tych tytułów, które wtedy z wypiekami na twarzy śledziłam.
Dlatego kiedy po latach zobaczyłam, że Waneko wydaje mangę, po którą wcześniej
nie miałam okazji sięgnąć, wiedziałam, że muszę ją przeczytać.
Muszę przyznać, że z ogromną przyjemnością przypomniałam
sobie tę historię. Podniosłe momenty, spektakularne i wzruszające pojedynki,
wątki mitologiczne oraz nawiązania do kosmosu sprawiły, że podczas lektury
wróciły wspomnienia z czasów, gdy popołudniami biegło się z podwórka do domu,
by zdążyć na kolejny odcinek ulubionej kreskówki.
Pierwszy tom komiksu przedstawia początki historii Ateny i
głównego bohatera serii, Seiyi. Czytelnicy zostają zaproszeni do świata, w
którym narodziny reinkarnacji bogini są zapowiedzią wielkiej wojny z Hadesem, a
młodzi ludzie na całym świecie rywalizują ze sobą, by zostać potężnymi
rycerzami walczącymi w jej imieniu ze złem. Młody chłopak trenuje w Grecji, aby
zdobyć Brązową Zbroję Pegaza i zostać jednym z nich – bynajmniej nie ze
szlachetnych pobudek. Po morderczym treningu Seiya wraca do Japonii, by rozpocząć
poszukiwania swojej zaginionej siostry, a jednocześnie zostaje wciągnięty w
organizowany przez Saori Kido Turniej Galaktyczny, w którym spotyka innych
młodych wojowników rywalizujących o Złotą Zbroję Strzelca.
Fabuła komiksu stanowi mieszankę mitologii, widowiskowych
walk, patosu, przyjaźni i poświęcenia. To klasyczna, mocno sentymentalna manga
shounen, w której królują przyjaźń, honor i poświęcenie, a bohaterowie dla
wyższej sprawy są gotowi poświęcić własne życie.
Kreska Masamiego Kurumady jest mocno charakterystyczna dla swojej epoki - dynamiczna, pełna dramatyzmu i bardzo wyrazista, ale jednocześnie momentami może być dla współczesnego czytelnika nieco trudniejsza w odbiorze. Sama miałam chwilami problem z rozróżnieniem poszczególnych postaci, ponieważ ich rysy twarzy na niektórych panelach były do siebie dość podobne. Nie przeszkadzało mi to jednak na tyle, żeby odebrać mi przyjemność z lektury. Wręcz przeciwnie - ta specyficzna kreska jest częścią klimatu mangi i przypomina, że mamy do czynienia z klasykiem z lat 80.
Czy polecam? Myślę, że tak. Szczególnie osobom, które - tak jak ja -pamiętają czasy RTL 7 i pierwszego kontaktu z anime. Dla mnie lektura tego komiksu była przede wszystkim bardzo sentymentalnym powrotem do jednej z historii mojego dzieciństwa.

-01.jpeg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz