niedziela, 31 stycznia 2016

"Muzeum ciszy" Yoko Ogawa

Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 294
Rok wydania: 2012

Młody muzealnik przyjeżdża do prowincjonalnego miasteczka, by na zlecenie pewnej starszej pani utworzyć muzeum. Chodzi o kolekcję przedmiotów, które kobieta gromadziła od dzieciństwa; wszystkie trzeba zabezpieczyć, opisać i uporządkować. To ostatnie wydaje się najtrudniejsze, ponieważ dotyczy zbioru niewiele wartych, najróżniejszych przedmiotów codziennego użytku, które łączy tylko jedno - wszystkie zostały ukradzione właścicielom tuż po ich śmierci, nie zawsze naturalnej. Mężczyznę, choć początkowo czuł się nieswojo, coraz bardziej fascynuje obsesja staruszki. To, co miało być sprzeciwem wobec śmierci zacierającej ślad ludzkiej egzystencji, stopniowo staje się niebezpiecznym fetyszyzmem. Przeplatające się w tej historii piękno i przemoc Ogawa opisuje spokojnym, przejrzystym językiem. Między eleganckimi zdaniami pełno jest jednak niedopowiedzeń i wymownego milczenia. 


„Muzeum ciszy” Yoko Ogawy wywołało we mnie emocje podobne do tych, które towarzyszyły mi podczas lektury „Miłości na marginesie”. To specyficzny i nieco dziwny tytuł, przesycony niezwykłą atmosferą  tajemniczości i grozy.

Do małej miejscowości przyjeżdża kustosz, którego zadaniem jest utworzenie tytułowego muzeum ciszy. Mężczyzna trafia do rozległego pałacu, gdzie zgryźliwa staruszka opowiada mu historię eksponatów. Córka staruchy zostaje jego asystentką. Ogrodnik wyrabiający scyzoryki staje się przyjacielem mężczyzny. Życie bohaterów toczy się monotonnym, spokojnym rytmem.

Fabuła powieści nie wydaje się być skomplikowana, rozwija się leniwie. Kustosz, początkowo zdziwiony kształtem kolekcji pracodawczyni, stopniowo daje się pochłonąć swojej niezwykłej pracy. Mężczyzna mimowolnie przekształca się w spadkobiercę staruszki zbierającej przedmioty po zmarłych, pragnącej utworzyć muzeum, by dać świadectwo ich istnienia. W tle opowieści pojawiają się niezwykli nauczyciele ciszy oraz tajemniczy zabójca kobiet. Fabuła nabiera chwilami mrocznego klimatu, który podsyca niedookreśloność miejsca akcji. 

Świat wykreowany przez pisarkę jest miejscem nasączonym niepokojącą atmosferą. Nie wiadomo, gdzie rozgrywa się akcja powieści, kim są bohaterowie (znamy ich społeczne funkcje/zawody, wiemy, jak wyglądają, ale nie znamy ich imion; również ich przeszłość stanowi niemałą zagadkę). Yoko Ogawa z dużą dokładnością opisuje miasteczko, w którym tworzone jest nietuzinkowe muzeum, ale do końca pozostaje ono nienazwane. W pewnym momencie świat przedstawiony zaczyna przypominać odcięte od świata, niemal mityczne miejsce zawieszone w wymiarze pomiędzy rzeczywistością i niebytem.

„Muzeum ciszy” to tytuł niezwykły o charakterystycznej atmosferze, której naturę ciężko opisać mi słowami. Czytając tę powieść momentami czułam onieśmielenie, jakbym weszła do monumentalnej świątyni, biblioteki lub innego miejsca, które wymaga od odwiedzającego zachowania powagi i ciszy. Czasami czułam się jakbym znalazła się w środku niepokojącej opowieści grozy, gdzie nastrój budowany jest za pomocą prostych, ale lekko surrealistycznych scen.