W TEJ WITRYNIE SĄ WYKORZYSTYWANE PLIKI COOKIE, KTÓRYCH GOOGLE UŻYWA DO ŚWIADCZENIA SWOICH USŁUG I ANALIZOWANIA RUCHU. TWÓJ ADRES IP I NAZWA KLIENTA UŻYTKOWNIKA ORAZ DANE DOTYCZĄCE WYDAJNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWA SĄ UDOSTĘPNIANE GOOGLE, BY ZAPEWNIĆ ODPOWIEDNIĄ JAKOŚĆ USŁUG, GENEROWAĆ STATYSTYKI UŻYTKOWANIA ORAZ WYKRYWAĆ NADUŻYCIA I NA NIE REAGOWAĆ

piątek, 27 lutego 2015

"Chiński Kopciuszek" Adeline Yen Mah

Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 188
Rok wydania: 2004


Tytuł książki Adeline Yen Mah mówi czytelnikowi właściwie wszystko o tej pozycji. Niestety, w moim wypadku tytuł wzbudził dodatkowe, negatywne przemyślenia. Ile w tej opowieści faktów, a ile literackiego patosu? Czy życie małej Jun-ling Yen naprawdę wyglądało tak, jak opisuje to już dorosła pisarka? Czy pióro zwyciężyło i autorka postanowiła wykreować siebie na dramatyczną, dziecięcą heroinę? Historia o niekochanej dziewczynce powinna mnie dogłębnie poruszyć, a jednak nie do końca tak się stało.

„Chiński Kopciuszek” to wspomnienia z okresu dzieciństwa pisarki. Matka Adeline zmarła tuż po jej urodzeniu, a najbliżsi odpowiedzialnością za to tragiczne wydarzenie obarczyli noworodka. Wkrótce na scenę wkroczyła macocha, która nie dbała o dzieci męża z poprzedniego małżeństwa. Oczywiście to Adeline stała się kozłem ofiarnym i popychadłem, dzieckiem pozbawionym miłości rodziców i rodzeństwa.

Czytając książkę Adeline Yen Mah nie mogłam pozbyć się wrażenia, że mam do czynienia z uwspółcześniona wersją baśni o Kopciuszku. Tytuł zrobił swoje i zapominałam, że czytam utwór autobiograficzny. Analogia losów pisarki i bohaterki baśni dla dzieci była tak mocna, że czasem miałam wrażenie, że cała historia została odpowiednio podkoloryzowana, by uzyskać ten efekt.

„Chiński Kopciuszek” to przejmująca opowieść spisana z perspektywy niekochanego dziecka, nie da się zaprzeczyć temu faktowi. Książka na pewno wzruszy niejednego czytelnika, ale we mnie ta historia nie wywołała aż tak głębokich emocji, jakich można by się spodziewać. Nie zdołałam uwolnić się od myśli, że to tylko nowa aranżacja starej baśni.


Książa przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge, wspomnienia.

niedziela, 1 lutego 2015

"Na dzień przed ślubem" Hozumi

Tytuł oryginalny: Shiki no Zenjitsu
Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: josei, okruchy życia, dramat, supernatural
Rok wydania: 2015


Polski rynek mangi cały czas się rozwija. Coraz więcej czytelników ma okazję zdobyć swoje ukochane, wyczekiwane od lat tytuły. Na rynku ukazują się także popularne komiksy, które są świeżarkami nie tylko w Polsce, ale i na rynku międzynarodowym. Shouneny, shoujo, horrory, shounen-ai/yaoi, seineny – w ostatnim czasie widać duży przyrost tytułów wpisujących się właśnie w te gatunki. Wydawnictwa stale poszerzają swoje oferty tak, by były atrakcyjne dla każdego rodzaju odbiorcy. Jednak dalej istnieją gatunki traktowane po macoszemu – takie, których nie wydaje się prawie wcale, albo wydaje się je, ale publikacje kolejnych tomów są ciągle przekładane i spychane na dalszy plan. Odnoszę wrażenie, że jednym z tych niedocenianych gatunków jest josei. Tytuły spod tego znaku bardzo rzadko pojawiają się wśród wydawniczych zapowiedzi. Kiedy więc moje ulubione wydawnictwo ogłosiło w zeszłym roku, że opublikuje komiks josei, wiedziałam, że „Na dzień przed ślubem” na pewno znajdzie się w mojej biblioteczce.

Dzięki Waneko moje półki zasilił tomik zawierający zestaw sześciu ciekawych i niebanalnych one-shotów autorstwa Hozumi. Autorka stworzyła bardzo fajne, krótkie historie, które na pewno zaskoczą czytelnika. W trakcie lektury okazuje się, że pierwsze wrażenie bywa mylne, a autorka z krótkiej i z pozoru prostej historii potrafi zrobić kunsztowny klejnot. Hozumi jest dla mnie mistrzynią krótkiej formy. Stworzenie spójnej, zamkniętej, a do tego poruszającej opowieści na kilkudziesięciu stronach nie jest łatwym zadaniem, a tej mangaczce udało się to perfekcyjnie. Mnie szczególnie spodobała  się opowieść o ojcu i córce, której zakończenie było dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Również opowieści o spotkaniu dwóch braci, dwójce rodzeństwa i strachu na wróble, pisarzu i jego krewnej, kocie były przyjemne w odbiorze. Najsłabszą, co nie znaczy, że gorszą od pozostałych pięciu, była historia tytułowa otwierająca tomik. 

 Jestem pod dużym wrażeniem opowiadań zaprezentowanych w „Na dzień przed ślubem”. Historie są krótkie, ale mają w sobie dużą siłę oddziaływania na czytelnika. Opowieści toczą się leniwie, co dodatkowo podkreśla ich melancholijny nastrój. Kadry, w których widać oświetlające bohaterów, rozproszone promienie światła jeszcze potęgowały we mnie wrażenia, że akcja one-shotów rozgrywa się podczas leniwych, słonecznych, letnich popołudni (wyjątkiem była historia o pisarzu, która miała zdecydowanie mroczniejszy charakter).  Nie raz rysunek wygrywał z dialogiem, to on budował nastrój historii. W niektórych scenach komentarz wcale nie był potrzebny. Sceny były tak wymownie przedstawione, że dialogi stały się właściwe zbędne. Mangaczka  niewątpliwie potrafi przekazać emocje bohaterów przy pomocy ilustracji. Kreska tego komiksu oczarowała mnie równie mocno jak treść.

Mam ogromną nadzieję, że na naszym rynku pojawi się więcej tak nietuzinkowych i ciekawie przedstawionych historii. „Na dzień przed ślubem” jest komiksem, na który zdecydowanie warto zwrócić uwagę. 

Przykładowe strony: KLIK!

czwartek, 22 stycznia 2015

"Orange" tom 2, Takano Ichigo

Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: shoujo, dramat, tajemnica, okrychy życia
Rok wydania: 2015

Czytając pierwszy tom „Orange”, zastanawiałam się jak Takano Ichigo rozwinie wątek listów z przyszłości. Czy mangaczka podejmie próbę wyjaśnienia czytelnikowi mechanizmu rządzącego światem przedstawionym? Jak to się stało, że bohaterka otrzymała informacje z przyszłości? Dlaczego teraźniejsze działania nastolatki nie mają wpływu na rzeczywistość, w której żyje dwudziestosiedmioletnia Naho? Drugi tom przyniósł mi odpowiedzi na niemal wszystkie moje pytania. Otrzymałam spójne i sensowne informacje dotyczące tego wątku. Autorka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, naprawdę obawiałam się, że listy z przyszłości pozostaną jedynie atrakcyjnym cackiem mającym zdobić fabułę typowej mangi shoujo. Cieszę się, że moje obawy się nie ziściły.

Drugi tom „Orange” przynosi czytelnikom kluczowe informacje dotyczące świata przedstawionego - wiadomości dotyczące wariacji na temat wątku podróży w czasie. Naho nadal walczy ze swoją nieśmiałością by naprawić błędy, które kiedyś popełniła, zmienić wydarzenia, które ciążyły na duszy jej starszej postaci oraz te, które doprowadziły do śmierci jej przyjaciela. W świetle informacji, które otrzymuje czytelnik opowieść nabiera zdecydowanego, melodramatycznego rysu, który będzie obecny zapewne już do końca tej historii. Chwile szczęścia przeplatają się z bolesnymi, melancholijnymi refleksjami.

W tej części historii dalej odkrywamy kolejne tajemnice spowijające postać Kakeru, dowiadujemy się coraz to nowych rzeczy dotyczących dramatycznych losów tego bohatera. W mandze nie brak typowych wątków shoujo. Akcja tego tomu koncentruje się wokół udziału bohaterów w festiwalu Azalii, występują więc w nim typowe dla tego wątku rozwiązania fabularne - mamy wspólne przygotowanie festiwalowych atrakcji, oglądanie fajerwerków, przebierają się w tradycyjne yukaty, przypadkowe zagubienie się głównej pary w tłumie. Pojawi się również motyw prześladowania cichej i skromnej bohaterki przez zazdrosną o Kakeru Uedę i jej koleżanki. Jak widać „Orange” nie jest komiksem o całkiem oryginalnej i niesztampowej fabule, ale wątek listów i panujący w mandze smutny, melancholijny klimat robią swoje i sprawiają, że ten tytuł czyta się bez ziewania i poczucia straty czasu na lekturę czegoś, co miłośnicy japońskiego komiksu spod gatunku shoujo widzieli już kilkadziesiąt razy w lekko zmodyfikowanych wersjach. Mnie komiks czytało się bardzo przyjemnie, mimo iż był, co tu dużo ukrywać, schematyczny.

W tym tomiku dużą rolę odgrywali przyjaciele głównej pary protagonistów. Paczka Naho zauważyła, że dziewczyna interesuje się nowym kolegą. Wydaje się, że wszyscy przyjaciele kibicują tej dwójce. Azu i Takako robią wszystko by Naho i Kakeru zostali sami, pomagają też koleżance wybrnąć z niezręcznych sytuacji. Suwa, który sam darzy siedemnastolatkę cieplejszymi uczuciami, jest jak opiekuńczy duch tej pary – zawsze znajduje się w odpowiednim miejscu i czasie by pomóc lub pocieszyć Naho, albo by doradzić coś Kakeru. Postać Suwy zyskała sobie moją bezwzględną sympatię. Nastolatek, któremu koleżanka nie jest obojętna, robi wszystko by ją wspierać i uszczęśliwić, nawet kiedy oznacza to rezygnację z własnych uczuć. Końcówka tomu, w której po części zostaje odkryta tajemnica skrywana przez Suwę, naświetla nieco czytelnikowi motywy kierujące piłkarzem, wywołując przy tym poczucie zaskoczenia. Ichigo zakończyła drugą część „Orange” w intrygujący sposób, pozostawiając czytelnika z silną potrzebą sięgnięcia po kolejny tom mangi. Już po raz drugi w bardzo krótkim odstępie czasowym trafiłam na komiks (całkiem niedawno czytałam drugi tom „Śmiechu w chmurach”) którego zakończenie totalnie mnie zaskoczyło, mocno podnosząc przy tym moje czytelnicze emocje.

Lekturę drugiego tomu „Orange” uważam za jak najbardziej udaną. Główna historia mocno mnie zaabsorbowała. Oprócz dalszej części historii o Naho i Kakeru, w dodatkach na końcu tomu znalazła się też kontynuacja historii „Zakochany astronauta”, w którym Takano Ichigo przedstawia dalsze miłosne perypetie bliźniaczek Chiki i Mami. Na ostatnich stronach znajduje się również kilka paneli z odautorskimi komentarzami dotyczącymi pracy nad komiksem i podziękowaniami dla wydawcy i czytelników kupujących mangę.

wtorek, 6 stycznia 2015

"Sieć rozkwitającego kwiatu" Lisa See

Cykl: Czerwona księżniczka (tom 1)
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2010


Lisę See zaliczam do grona moich ulubionych autorek. Pisze ona wspaniałe powieści historyczne ukazujące czytelnikom urok i tradycję dawnych Chin, powieści ukazujące losy chińskich emigrantów w Stanach, ale See to nie tylko autorka wyjątkowych powieści o przeszłości. Amerykanka, w żyłach której płynie krew chińskich imigrantów, popełniła również powieść autobiograficzną przedstawiającą dzieje swej rodziny i jej przybycia do Stanów Zjednoczonych oraz trylogię kryminalną, której akcja rozgrywa się w Los Angeles i Chinach lat 90.

„Sieć rozkwitającego kwiatu” jest pierwszym tomem kryminalnej trylogii „Czerwona księżniczka”, jest to również jedna z pierwszych publikacji autorki. Akcja książki rozpoczyna się w styczniu 1997 roku. W wodach zamarzniętego jeziora Beihai zostają odnalezione zwłoki syna amerykańskiego ambasadora. Oddelegowana do  prowadzenia sprawy inspektor Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Liu Hulan* nie ma nawet okazji rozpocząć śledztwa, gdyż ojciec ofiary nie życzy sobie podejmowania żadnych działań. Ambasador Watson upiera się, że śmierć syna była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Sytuacja zmienia się, kiedy amerykański prokurator i agenci FBI odnajdują na chińskim frachtowcu zwłoki drugiej ofiary.

Dziesięć dni po odnalezieniu zwłok Billy’ego Watsona, na statku szmuglującym nielegalnych imigrantów do Stanów prokurator David Stark odkrywa rozkładające się zwłoki syna jednego z najpotężniejszych chińskich przedsiębiorców. Badania ciała Guang Henglaia dowodzą, że mężczyzna zmarł w Chinach. Dowody zdobyte przez patologów w Stanach i Chinach wskazały ponadto, że obie ofiary -  Watson i Guang, zostały otrute tą samą substancją. Sytuacja staje się niezwykle delikatna. W tym samym czasie zamordowani zostali synowie ważnych i wpływowych osobistości. Rządom obu państw zależy na rozwiązaniu sprawy. Władze Chiny decydują się na nawiązanie współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Śledztwo mają poprowadzić David Stark i Liu Hulan.

Wątek kryminalny przedstawiony w powieści koncentruje się głównie wokół działalności chińskiej mafii. Bohaterowie, a zwłaszcza David, który na co dzień zajmuje się zwalczaniem triad, próbują odkryć co łączyło zamordowanych młodzieńców oraz czy mieli oni jakiekolwiek związki z przestępczą organizacją Feniks - to właśnie na frachtowcu należącym do tej grupy znaleziono zwłoki Henglaia. Śledztwo przenosi się z jednego kontynentu na drugi. Postacie co rusz podejmują nowe tropy, a kiedy wszystkie ślady zdają się prowadzić donikąd, śledczy zarzucając tytułową sieć rozkwitającego kwiatu.

David i Hulan nie unikną oczywiście kłopotów w trakcie wspólnego dochodzenia - mafia lub morderca (inspektor Liu nie wyklucza, że triady nie miał związku z morderstwami Watsona i Guanga) zostawi im dość wymowne i krwawe ostrzeżenia, a i ojcowie ofiar nie zawsze będą z nimi szczerzy. Bohaterowie, którzy najwyraźniej znali się w przeszłości będą musieli uważać również na wszechobecne oko wielkiego brata, które śledzi każdy ich ruch.

Intryga kryminalna jest ciekawa, ale See tak naprawdę po raz kolejny zachwyciła mnie opisami nawiązującymi do kultury i historii Chin. Państwo Środka przedstawione na kartach powieści to miejsce, gdzie trwa nieustanna inwigilacja. Każdy obserwuje każdego, a nieposłuszni zostają schwytani w ramiona żelaznego trójkąta. See doskonale ukazała również jak łatwo zagubić się cudzoziemcowi w tamtejszej rzeczywistości, w meandrach chińskiego ceremoniału czy w wieloznaczności języka, w którym z pozoru niewinne ale starannie dobierane określenia mogą nieść podwójne, całkiem przeciwstawne znaczenia. Spójrzmy chociażby na ceremoniał podawania herbaty, którego przybyły do Chin David nie rozumie – nie zaproponowanie poczęstunku przybyłym jest w bardzo złym guście i świadczy o lekceważącym stosunku do gościa. Prokurator ze Stanów nie zauważył nawet, że został obrażony przez jednego z bohaterów. Z powieści See można dowiedzieć się bardzo dużo o chińskiej etykiecie. Doskonale wykreowani bohaterowie dopełniają dodatkowo ten interesujący, kulturowy obrazek. Hulan jest powściągliwa, ostrożna i świadoma otaczającej ją rzeczywistości. David wolny i bezpośredni, nie końca rozumie zachowanie swej partnerki i w pewnych jej zachowaniach całkiem bezzasadnie dopatruje się przejawów niechęci. See doskonale radzi sobie z psychologizacją postaci. Pisarka tworzy zróżnicowanych bohaterów, których zachowanie jest adekwatne do zachowania osób wychowanych w konkretnej kulturze.

Autorka zawsze starannie przygotowuje się do pisania kolejnych książek i doskonale to widać. See zamieszcza w swej prozie naprawdę dużo ciekawych kulturowych i historycznych odniesień. W powieściach tej pisarki Chiny nie stanowią tylko papierowego, egzotycznego tła dla kryminalnej fabuły, ale stają się tętniącym życiem, istotnym elementem powieściowego uniwersum.

Lisa See przyszła na świat we Francji, wychowywała się w Los Angeles, wiele czasu spędzała w Chinatown, gdzie mieszkała rodzina jej ojca. Mogłoby wydawać się, że amerykanka będzie pisała powieści, w których występują zamerykanizowane postacie, tymczasem tworzy ona przepiękne, przemyślane powieści, po które warto sięgnąć chociażby po to, by spojrzeć na Chiny przez kontekst inny niż tylko polityczny.   

* Zapis nazwisk chińskich zgodny z tradycją, nazwisko poprzedza imię.


Książa przeczytana w ramach wyzwania 2015 Reading Challenge, książka ulubionego autora, której jeszcze nie czytałam.
 

środa, 31 grudnia 2014

"Are you Alice?" tom 1, Ikumi Katagiri, Ai Ninomiya

Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: shounen/shoujo, akcja, tajemnica, dramat
Rok wydania: 2014

I invite you to the world…

Zapraszam was do świata pełnego absurdów, w którym kot z Cheshire podpuszcza bezimiennego, zagubionego chłopca, by nadał sobie imię. Weźcie udział w morderczej grze, w której wasze imiona definiują zasady. W świecie, w którym każdy ma przydzieloną rolę Królowa Kier może skrócić o głowę nieposłusznych poddanych. Alicja nie ma mocy chronienia niewinnych, ale może zabić Białego Królika. Kapelusznik jest gotów zabić każdego, kto zagrozi Alicji, nawet gdyby miał to być jego pracodawca. Bezdomny kot chodzi swoimi drogami, choć ma panią, która na niego czeka. Księżna cierpi dla Alicji, a Królik ustalający reguły gry, podpisał na siebie wyrok śmierci.

Zapraszam was na szaleńczą karuzelę. Czy  jesteście gotowi by wejść do świata dziwów?

Welcome to Wonderland!

 O istnieniu mangi „Are you Alice?” dowiedziałam się, kiedy Waneko ogłosiło, że zajmie się publikacją tego tytułu. Komiks od razu mnie zaciekawił,  jest on bowiem  reinterpretacją bardzo lubianej przeze mnie baśni Lewisa Carrolla. Już wielokrotnie miałam okazję czytać mangi i książki, w których pośrednio lub bezpośrednio nawiązywano do „Alicji w Krainie Czarów”. Fascynuje mnie fakt, że bajka, która powstała 150 lat temu, jest do dzisiejszych czasów źródłem niegasnących inspiracji dla twórców różnego sortu. Wiedziałam, że komiks autorstwa Ikumi Katagiri i  Ai Ninomiya trafi na moją półkę.

Manga jest adaptacją popularnej audio dramy, czyli - mówiąc zrozumiałym dla niewtajemniczonych językiem – słuchowiska. Scenariusz został stworzony przez Ai Ninomiya, a ilustracjami zajęła się Ikumi Katagiri. Akcja komiksu rozgrywa się w Krainie Czarów, którą zamieszkują bohaterowie książkowego pierwowzoru. Na kartach pierwszego tomu czytelnik spotka Alicję, kota z Cheshire, Kapelusznika, Królową Kier, Księżną, Białego Królika i Mariannę. Choć imiona pozostają te same co w książce brytyjskiego pisarza, to w bohaterach komiksu ciężko jest dopatrywać się rysów, czy charakterów identycznych z postaciami wykreowanymi przez Carrolla. Na pierwszy rzut oka widać, że bohaterowie mangi są mroczni, skomplikowani i skrywają przed czytelnikami wiele tajemnic.

Fabuła mangi opiera się na motywie gry. Nie jest to nowatorski pomysł, ale jego realizacja wyszła autorkom bardzo dobrze. W komiksie podnoszone są ciekawe kwestie psychologiczne i zaliczam to na duży plus. W „Are you Alice?”  można dopatrzyć się interesujących motywów, jak choćby kwestia czegoś, co u Gombrowicza nosiło miano „gęby”. Poprzez przyjęcia określonego imienia postacie komiksu zostają wtłoczone w konkretne role. Każdy bohater podlega innym zasadom i ma inne uprawnienia w grze toczącej się w Krainie Czarów. Postacie pozbawione imion/ról są ignorowane, pozbawione wartości, są niewidoczne dla społeczeństwa. Imię/rola pozwala bohaterom historii zyskać tożsamość i umożliwia im funkcjonowanie w Krainie Czarów. Z toku fabuły dowiadujemy się, że uczestnicy gry, którym nie udało się wykonać powierzonego im zadania, a tym samym nie wypełnili swojej roli, zostali pozbawieni imion i zmienili się w potwory, które naszą miano Żalów.


Czy nietypowej, niepokornej 89 Alicji uda się wypełnić powierzone przez Królową Kier zadanie i stanie się prawdziwą Alicją z Krainy Czarów? Czy poniesie klęskę i  stanie się jednym z  Żalów? Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów „Are you Alice?”. Choć po pierwszym czytaniu nie byłam przekonana do tego tytułu, to po drugim manga zdecydowanie zyskała w moich oczach na wartości. Podczas pierwszej lektury, w oczy rzuciła mi się skomplikowana, nieco chaotyczna fabuła, w której pełno jest niedomówień. Podczas drugiego czytania moja uwaga zwróciła się w kierunku szczegółów i dostrzegłam wiele ciekawych rzeczy, które wcześniej mi umknęły.   


Are you ready to become Alice?  





Pierwszy rozdział mangi: KLIK!

czwartek, 25 grudnia 2014

"Sos sojowy dla początkujących" Kirstin Chen

Wydawnictwo: Znak/Między słowami
Liczba stron: 352
Rok wydania: 2014

Gretchen Lin wyjeżdża z Singapuru jako młoda dziewczyna, przekonana, że opuszcza swój rodzinny kraj na zawsze. Jednak kiedy jej małżeństwo zaczyna przechodzić kryzys, podejmuje decyzję o powrocie do Azji.
Na miejscu ponownie odkrywa miejscowe zwyczaje, klimat… i przede wszystkim orientalną kuchnię, a zwłaszcza tajniki produkcji tradycyjnego sosu sojowego, którego receptura była przekazywana w jej rodzinie z pokolenia na pokolenie.
Jednak nie da się żyć w wiecznym zawieszeniu pomiędzy kontynentami. W końcu Gretchen będzie musiała wybrać pomiędzy powrotem do męża i ratowaniem małżeństwa a pozostaniem w Azji na stałe…

„Sos sojowy dla początkujących” to powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa egzotycznym Singapurze. Trzydziestoletnia Gretchen Lin, przygotowująca doktorat z muzyki,  wraca ze Stanów Zjednoczonych do rodzinnego domu, po tym , jak odkrywa zdradę męża. Kobieta, która przez lata unikała spotkań z rodziną i przyjaciółmi musi nie tylko odrobić stracony czas, ale i odnaleźć prawdziwą siebie. Kim tak naprawdę jest Gretchen? Czy to ambitna pianistka, czy nadzieja i spadkobierczyni rodzinnej fabryki produkującej sos sojowy? Jak podjąć decyzję, kiedy okazuje się, że wcale się siebie nie zna, kiedy przez większość życia uciekało się przed samym sobą spełniając oczekiwania kogoś innego?

Główna bohaterka powieści jest osobą, którą pragnienia innych osób splątały tak mocno, że ona sam nie umie już oddzielić tego, co jest jej marzeniem, od tego, co zostało jej narzucone przez innych. Niespełniona matka przelała na córkę swe ambicje. Ojciec w subtelny i prawie niezauważalny sposób zaczął wciągać Gretchen w sprawy rodzinnego biznesu. Wujowi i jego synowi, którzy przez lata pracowali w fabryce, nigdy nie podobało się faworyzowanie Gretchen, najpierw przez dziadka Ahkonga, później przez jej ojca, który jako najstarszy syn miał zawsze decydujący głos w sprawach przedsiębiorstwa. W z pozoru idealnej rodzinie nie brakuje kwasów, wzajemnych antypatii i problemów, które zamiata się pod dywan. Jak w rodzinnym tyglu wypełnionym problemami poradzi sobie niezdecydowana Gretchen?

Kirstin Chen napisała powieść o skomplikowanych, międzyludzkich relacjach i poszukiwaniu własnej tożsamości. Opowieść rozgrywa się na egzotycznym tle gorącego i dusznego Singapuru. Czytelnicy, którzy interesują się Azją bez trudy odnajdą kilka kulturalnych smaczków – wysyłanie dzieci na zagraniczne studia, rola najstarszego syna w rodzinie, rodzinna lojalność, która nieraz ponad zdrowym rozsądkiem stawia obowiązek zachowania twarzy.

Kirstin Chen miała całkiem udany debiut literacki.

sobota, 6 grudnia 2014

"Śmiech w chmurach" tom 2, KarakaraKemuri

Tytuł oryginalny: Donten ni Warau
Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: akcja, fantasy, historia
Rok wydania: 2014


14 listopada Waneko wydało 2 tom mangi „Śmiech w chmurach”. Druga część sześciotomowej historii stworzonej przez mangaczkę KarakaraKemuri obfituje w sensacyjne wątki, tajemnice, i ciekawe, zróżnicowane postacie.  

Autorka sukcesywnie rozwija wątki, które pojawiły się w pierwszym tomie opowieści – mamy więc wątek związany ze wzrostem przestępczości wynikającym z przemianami społecznymi i kulturowymi zachodzącymi w Japonii, oraz wątek fantastyczny związany z poszukiwaniem „Naczynia Orochiego”. KarakaraKemuri wprowadziła w tym tomie nowe postacie, a także zaczęła uchylać lekko rąbka tajemnic skrywanych przez bohaterów. Drobne elementy układanki zostały ujawnione, jednak mangaczka nadal trzyma karty przy orderach. Szczątkowe informacja, które otrzymuje czytelnik zaskakują i rozbudzają wyobraźnię. Ostatnie kadry drugiego tomu zakończone mocnym cliffhangerem są szczególnie zaskakujące. Rysowniczka zdecydowanie wie jak budować i utrzymywać napięcie. KarakaraKemuri wie co zrobić, by zaciekawić czytelnika i skłonić do sięgnięcia po kolejny tom.

„Śmiech w chmurach” jest mangą sensacyjną, naturalną koleją rzeczy jest więc obecność sceny walk i treningów w komiksie. Głównymi oponentami bohaterów są przede wszystkim przestępcy i wyjęci spod prawa samurajowie, którym nie podobają się zmiany zachodzące w Japonii. Tym razem bracia chmur będą musieli zmierzyć się z mordercą, który pragnie dostać się do więzienia chronionego przez ród Kumou. Do walki włączy się mieszkający z rodzeństwem Shirosu oraz specjalny oddział armii „Yamainu”, na czele którego stoi Sousei Abe będący potomkiem rodu, do którego należał Hirari (bohater pobocznej historii zawartej w pierwszym tomie mangi). Umiejętności mordercy, a także jego wiedza dotycząca istnienia Orochiego pozwalają przypuszczać, że atakujący opiekunów Świątyni Chmur przestępcy okażą się w przyszłości kimś więcej niż tylko wyjętymi spod prawa banitami. Czuję, że wątek więzienia i potężnych kryminalistów walczących z braćmi będzie w jakiś sposób splatał się z wątkiem fantastycznym.

 Nastrój, który panuje w komiksie waha się między tragedią a komedią. Podniosłe, poważne sceny są poprzeplatane z komediowymi wstawkami. KarakaraKemuri duszny, przytłaczający nastrój mangi przełamuje przy pomocy zabawnych scen, w których dominuje komizm sytuacyjny (epizod z Tenką, który przebrał się za kobietę i śledził Chuutarou rozbawił mnie do łez). Dzięki ich obecności czytelnik ma chwilę odpoczynku, a sceny o poważniejszym, podniosłym wydźwięku nabierają dodatkowej wagi, wywierają tym samym większe wrażenie na odbiorcy.
 
„Śmiech w chmurach”, z tego co widzę, zapowiada się na naprawdę dobrą mangę. Bardzo podoba mi się w tym tytule kreacja bohaterów. Lekkoduch Tenka i naiwny Chuutarou stają w opozycji do poważnego, pogrążającego się stopniowa w depresji Soramaru oraz nieufnego, cichego Shirou, o którym uzyskujemy w tym tomie dodatkowe informacje. W drugim tomie komiksu pojawiło się wiele nowych postaci, które zdecydowanie będą miały nielichy udział w dalszym rozwoju tej historii. Mam wrażenie, że mangaczka szykuje dla czytelników wielowarstwową, zaskakującą intrygę, w której wątek fantastyczny będzie stopniowo wybijał się na pierwszy plan.

Fabuła, bohaterowie i kreska „Śmiechu w chmurach” trafiły w mój gust.  Z niecierpliwością będę oczekiwała premiery kolejnego tomu.  



 Kilka słów o technicznej stronie wydania: 

Komiks jest niestety mocno sklejony i brak w nim wewnętrznych marginesów. Pod śliczną, matową obwolutą mamy zamieszczone dwie zabawne Yonkomy oraz plan domu rodziny Kumou. Dwie pierwsze strony – jedna przedstawiająca trzech braci i druga zawierająca spis treści – są kolorowe. W tekście nie dostrzegłam żadnych błędów. Tłumaczenie czytało się przyjemnie i bez zgrzytów. Wszystkie onomatopeje zostały elegancko wyczyszczone. W tekście znalazły się przypisy, które zapisano niestety bardzo małą, ledwo widoczną czcionką. Wychodzi na to, że jedynymi minusami tego tytułu jest brak marginesów i miniaturowe przypisy, cała reszta jest bez zarzutu.