W TEJ WITRYNIE SĄ WYKORZYSTYWANE PLIKI COOKIE, KTÓRYCH GOOGLE UŻYWA DO ŚWIADCZENIA SWOICH USŁUG I ANALIZOWANIA RUCHU. TWÓJ ADRES IP I NAZWA KLIENTA UŻYTKOWNIKA ORAZ DANE DOTYCZĄCE WYDAJNOŚCI I BEZPIECZEŃSTWA SĄ UDOSTĘPNIANE GOOGLE, BY ZAPEWNIĆ ODPOWIEDNIĄ JAKOŚĆ USŁUG, GENEROWAĆ STATYSTYKI UŻYTKOWANIA ORAZ WYKRYWAĆ NADUŻYCIA I NA NIE REAGOWAĆ

poniedziałek, 3 listopada 2014

"Istota Zła" Aya Kanno

Tytuł oryginalny: AkuSaga
Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: akcja, dramat, noir, shounen/shoujo, tajemnica
Rok wydania: 2014


„Istota Zła” Aya Kanno jest kolejnym, doskonale wydanym tytułem wchodzącym w skład serii „Jednotomówki Waneko”. Tym razem wydawnictwo przygotowało dla czytelników brutalny, sensacyjny tytuł – krew się leje, postacie posługują się dosadnym językiem, więc nie dziwota, że na okładce znalazło się ograniczenie wiekowe dla czytelników. Po tę brutalną mangę osadzoną w konwencji noir mogą sięgnąć osoby, które ukończyły 16 lat.

„Istota Zła” należy do tytułów, który może spodobać się zarówno mężczyznom jak i kobietom, które będą miały na czym zawiesić oko. Czytelnikom płci męskiej spodoba się sensacyjna akcja, ładna kreska tego tytułu będzie elementem, który może przyciągnąć do tego komiksu płeć piękną. 
 
Akcja mangi rozgrywa się w fikcyjnym państwie Amata, które znajduje się pod okupacją kraju Garei. Głównym bohaterem historii jest pozbawiony wszelkich skrupułów przestępca (Zen), którego schwytanie jest na liście priorytetów wojska i policji. Mężczyzna zostaje wykreowany na bezwzględnego bandziora, który bierze co chce i nie pyta nikogo o zdanie. Głównego bohatera nie krępują zasady ani kodeks moralny, jeżeli ktoś wejdzie mu w drogę zginie, chyba, że protagonista ma wobec pechowca inne plany - chce go wykorzystać dla swoich celów lub pragnie się pobawić swoją ofiarą zanim usunie ją z tego świata. Zen w wyniku splotu niekorzystnych dla niego okoliczności zostaje poważnie ranny i trafia do doktora Hakka. Lekarz ratuje mu życie, ale wkrótce w wiosce, w której  ukrywa się ranny zabójca pojawiają się wojskowi oskarżający jej mieszkańców o działalność spiskową i udzielenie pomocy groźnemu zbrodniarzowi. Hakka szantażuje Zena, aby ten pomógł mu uwolnić pojmanych.

Fabuła „Istoty Zła” nie jest nadmiernie rozbudowana, wszystko rozwija się dość dynamicznie, co nie dziwi, gdyż historia zamyka się w zaledwie dwóch tomach. Polskie wydanie zbiorcze zawiera w sobie całą historię Zena, która – jak przyznaje sama autorka – pierwotnie miała być dłuższa. Aya Kanno dokonała pewnych modyfikacji pierwotnego projektu komiksu  i w niektórych miejscach dość łatwo jest zauważyć powstałe w wyniku tego nieścisłości fabularne: mamy np. informację, że Zen uległ pewnemu wypadkowi 10 lat temu, później okazuje się natomiast, że do wypadku doszło nie 10, a 20 lat temu. Postać głównego bohatera wydała mi się również nieco ugładzona w drugim tomiku. Bezwzględny socjopata z pierwszej części pokazał jakieś pozytywniejsze uczucia w stosunku do innych ludzi, choć nadal nie wyzbył się brutalności.    

Historia przedstawiona w komiksie jest ciekawa, ale nie da się o niej napisać zbyt dużo nie ujawniając przy tym kluczowych elementów fabuły. W drugim tomiku pojawiają się interesujące wątki dotyczące przeszłości Zena i historii kraju Amata oraz najeźdźców, którzy zaprowadzili w tym państwie swoje rządy. Ważnym i zarazem kontrowersyjnym motywem przejawiającym się przez całą mangę jest kwestia wolności absolutnej, nieskrępowanej przez żadne zasady.

Waneko jak zwykle dołożyło wszelkich starań, żeby w ręce czytelnika dotarł produkt najwyższej jakości. Bardzo odpowiada mi powiększony format „Jednotomówek Waneko”. Ten konkretny komiks nie jest nadmiernie zbity, więc nie trzeba martwić się o złamanie grzbietu w trakcie lektury. W środku tomu znajdują się marginesy wewnętrzne, co zdecydowanie wpływa na komfort czytania. Tłumaczenie jest udane i jak najbardziej pasuje do brutalnego klimatu fabuły „Istoty Zła”. Cieszę się, że nie próbowano tutaj łagodzić i ugrzecznić języka bohaterów.  


Pierwszy rozdział mangi - KLIK!

środa, 29 października 2014

"Miłość na marginesie" Yoko Ogawa

Wydawnictwo: W.A.B.
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2011

Ma 24 lata. Pewnego dnia uszy przestały się jej słuchać. Najmniejszy szelest brzmiał jak kataklizm.
Podczas wywiadu dla redakcji czasopisma medycznego poznaje stenografa. Z czasem ich spotkania zamieniają się w terapię pamięci. Stenografia staje się zapisem straty, ale na marginesie kartek pokrytych notatkami rodzi się uczucie. Miłość rozpięta między ciszą a dźwiękiem, opowiedziana szeptem.

„Miłość na marginesie” okazała się specyficzną książką, która wzbudziła we mnie mieszane uczucia, wywołując przy tym całkiem pokaźną ilość refleksji. Czy Europejczyk jest w stanie prawidłowo odebrać i zrozumieć powieść autorstwa japońskiego pisarza? Wychowujemy się w całkiem innej kulturze i tradycji, nie jesteśmy więc w stanie wyłapać wszystkich kulturowych niuansów i nawiązań, które dla Japończyka będą czymś oczywistym. Wysoce prawdopodobne jest również to, że zachowanie czy motywacje bohaterów w wielu wypadkach będą dla nas dziwne i niezrozumiałe. Nie będę udawała, że powieści Ogawy mnie zachwyciła, że zrozumiałam wszystkie osobliwe zdarzenia, które stały się udziałem głównej bohaterki. Ta książka jest dziwna, panuje w niej atmosfera niesamowitości, a także pewnego absurdu – fiksację na punkcie uszów czy palców w najlepszym wypadku uznamy za nieszkodliwe dziwactwo, w najgorszym stwierdzimy, że bohaterka jest niezrównoważona.

O głównej bohaterce powieści wiemy niewiele. Dwudziestoczteroletnia kobieta cierpi na nietypową głuchotę czuciowo-nerwową: słyszy dźwięki, których nie ma, a dźwięki o normalnym natężeniu sprawiają jej chorym uszom ból. Na spotkaniu zorganizowanym przez czasopismo medyczne bezimienna bohaterka spotyka stenografa Y., jego zapisujące słowa palce stają się obiektem fascynacji chorej kobiety. Między nią a stenografem zawiązuje się dziwne uczucie. Nie wygląda ono na miłość, to dziwny rodzaj przywiązania bohaterki do palców mężczyzny. To właśnie palce definiują postać Y., one stają się obiektem osobliwej fascynacji chorej na uszy kobiety porzuconej przez męża.

Fabuła powieści rozwija się spokojnie i sennie, składają się na nią przemyślenia bohaterki, jej wspomnienia z odległego dzieciństwa, kolejne nawroty choroby, które stają się dla niej coraz mniej dokuczliwe. Bohaterów powieści cechuje powściągliwość w okazywaniu i wyrażaniu uczuć, jednocześnie są oni zadziwiająco otwarci, kiedy rozmawiają z obcymi ludźmi o swoich przypadłościach.

Powieść Ogawy mnie zafascynowała i zaintrygowała, choć wiele rzeczy było dla mnie obcych i niezrozumiałych. Zdziwiła mnie fascynacja (niemal fiksacja) głównej bohaterki na punkcie własnych uszów i palców Y., zarazem fascynował mnie sposób narracji pisarki - skupienie się na szczegółach, przywiązywanie wagi do detalów. Fabuła utworu jest monotonna, ale nie brakuje w niej subtelnej sensualności. Najmocniejszym i zarazem najsłabszym punktem powieści było jej zakończenie, które z jednej strony zaskoczyło mnie pewnego rodzaju zwrotem akcji, z drugiej niestety było niedomknięte. Ogawa pozostawiła czytelników z całą masą pytań dotyczących bohaterów. Brakowało mi w tej opowieści konkretnego, zamykającego i wyjaśniającego wszystkie wątki zakończenia.
 

sobota, 18 października 2014

"Moja cesarzowa" Da Chen

Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 288
Rok wydania: 2012

Miłość i obsesja - dwie kobiety, dwie nieujarzmione żądze. Kiedy Pickens zobaczył po raz pierwszy Annabell, od razu wiedział, że ta dziewczyna zawładnie jego życiem. Zmysłowa i delikatna, jakby utkana ze złotych nici chińskiego stroju, który nosiła na pamiątkę dziecięcych lat spędzonych w imperium. Ale czy taka miłość w ogóle może się dokonać? Kiedy Annabell ginie w pożarze, Pickens jest przekonany, że jej duch opętał jego ciało i steruje życiem. Annabell chce, by wrócił do ukochanych Chin. Chce, by spotkał łudząco do niej podobną Qui Rong. Chce, by w ten sposób ich miłość pokonała śmierć.


Zastanawiam się, czy Janet Fitch – autorka „Białego oleandra” – czytała powieść, którą w taki oto sposób zachwalała czytelnikom na okładce książki:

Da Chen jest przewodnikiem po najskrytszych zakątkach ludzkiego serca. To czyste piękno strona po stronie.

Nie pozwólcie się zwieść tym słowom pochwały. „Moja cesarzowa” Da Chena to wulgarna powieść, w której pisarz bardzo mocno czerpie z „Lolity” Vladimira Nabokova. Jeśli ten utwór jest jakimś przewodnikiem, to prowadzi  nas po zepsutych zgniliznach zboczeń ludzkiej psychiki. To czysta wulgarność strona po stronie.

Samuel Pickens, spadkobierca fortuny Pickensów zakochuje się w dziewczęciu o imieniu Annabelle (tak samo miała na imię pierwsza ukochana Humberta Humberta z „Lolity). Młodym nie dane jest jednak zaznać rozkoszy związku, gdyż miłość życia Pickensa ginie tragiczną śmiercią (podobnie jak w „Lolicie”). Bohater dostaje obsesji na punkcie zmarłej niedoszłej kochanki, czuje że jej duch go opętał ( i znów wątek jak z żywca wyjęty z Lolity). Opętany rządzą Pickens swe rozbudzone potrzeby wyładowuje na manekinach wyobrażając sobie, że oto właśnie doznaje spełnienia ze swą słodką Annabelle. W bohaterze rodzi się potrzeba wyjazdu do Chin, gdzie dorastała miłość jego życia, jego nemezis. Dzięki przeróżnym staraniom, po latach udaje mu się w końcu zdobyć posadę guwernera chińskiego cesarza.

Pickens zamieszkuje w Zakazanym Mieście, gdzie spotyka niespełna trzynastoletnią czwartą żonę cesarza, która łudząco przypomina jego zmarłą miłość. Bohater popada w obsesję na punkcie dziewczynki, która jak na swoje lata zachowuje się bardzo prowokacyjnie i wyzywająco. „Moja cesarzowa” to wypisz wymaluj nowa wersja „Lolity” z akcją osadzoną w dziewiętnastowiecznych Chinach.

Da Chen zniesmacza czytelnika wulgarnymi opisami różnych dewiacji seksualnych. W tej powieść zabrakło mi jakiejkolwiek finezji. Bohaterowie są postaciami na wskroś zepsutymi i odpychającymi. Niesmaczny wątek erotyczny wybija się na pierwszy plan przytłaczając wszystkie inne. Autor wprowadził do powieści wątki dotyczące zarządzania Zakazanym Miastem. Znalazło się w fabule miejsce na pałacowe intrygi, tajemnice i obecność elementów nadprzyrodzonych, niestety te fabularne ubarwienia niknęły w cieniu dominującego nad wszystkim wątku erotycznego.  

Jeżeli poszukujecie subtelnej opowieści o Chinach, to omijajcie „Moją cesarzową” szerokim łukiem.
 

poniedziałek, 13 października 2014

"Nazywam się Numer Cztery" Ting-xing Ye

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 208
Rok wydania: 2010

Autobiograficzna opowieść o chińskiej dziewczynce, rzuconej w wir okrutnej "rewolucji kulturalnej", rozpętanej przez Mao w latach 1960. Ting miała kilka lat, gdy władze uznały jej ojca za kapitalistę i pozbawiły prywatnej fabryczki. Wkrótce rodzice umierają, zostawiając Ting z czworgiem rodzeństwa bez środków do życia. Niebawem dziewczynka zostaje oddzielona od najbliższych i zesłana na wieś do obozu pracy. Przejmująca historia dziecka, które w czasach terroru Czerwonej Gwardii musiało nauczyć się tylko jednego: jak przeżyć.

„Nazywam się Numer Cztery” to utwór o  autobiograficznym charakterze, w którym Ting-xing Ye, obywatelka Chin mieszkająca obecnie razem z mężem w Kanadzie, zamieściła swoje wspomnienia z czasów, w których wybuchła rewolucja kulturalna Mao.

Ting-xing przyszła na świat  w roku 1952 w Szanghaju, była czwartym z piątki dzieci państwa Ye, dlatego nazwano ją Ah Si co znaczyło Numer Cztery. Rodzinie Ye powodziło się do roku 1956, wtedy to rozpoczęła się nacjonalizacja gospodarki, a ojciec pisarki został zmuszony do sprzedania należącej do rodziny fabryki za bezcen. Sytuacja rodziny znacznie się pogorszyła, kiedy na skutek nieudolnie przeprowadzonej operacji Rongting Ye został sparaliżowany, by następnie po trzech latach cierpień umrzeć w roku 1962. Los nie oszczędzał rodziny Ah Si, zaledwie po trzech latach od śmierci głowy rodziny, zmarła także matka pisarki – Xiufeng Li. Opiekę nad sierotami, które od tamtej chwili musiały utrzymywać się praktycznie same, przejęła służąca rodziny, nazywana przez piątkę rodzeństwa cioteczną babką. Niespełna rok po śmierci matki w rodzinę Ye, a szczególnie w prawdomówną Ah Si, uderzył kolejny cios. Wybuchła rewolucja kulturowa, a niewinne dzieci płaciły za to, że urodziły się w rodzinie kapitalistycznej.

Chiny opanowało szaleństwo. Ting-xing wspomina jak młodzi uczniowie, którzy przystąpili do „Czerwonej Gwardii” znęcali się nad swoimi nauczycielami, jak hasła i nauki Mao wczepiały się w dusze młodych ludzi, którzy z oddaniem i uwielbieniem wypełniali polecenia Przewodniczącego. Celem ataku mógł stać się każdy. Każdego można było oskarżyć o występek, działanie wywrotowe, czy działalność na szkodę rewolucji Mao. Niszczone były bezcenne zabytki kultury, których obecność była uważana za przejaw burżujstwa. W szkołach zawieszone zostały normalne zajęcia, rozpoczęła się polityczna indoktrynacja młodych ludzi.

Ting-xing Ye relacjonuje czytelnikowi pierwszy etap swego życia, który przypadł na trudne i niespokojne czasy. Pisarka dzieląca się z czytelnikami swoimi wspomnieniami robi to w sposób – odnoszę takie wrażenie – zdystansowany. Młoda Ah Si nie jest ani zagorzałą propagatorką rewolucji ani  przeciwniczką. Nastoletnia dziewczyna dostosowuje się do warunków panujących wokół niej, a ja zastanawiam się, czy pisarka nie zachowała dla siebie niektórych przemyśleń czy uczuć, które jako młoda dziewczyna mogła odczuwać w związku z rewolucją. Czy Ah Si, tak jak inni, była zafascynowana rewolucją kulturową, a może niesprawiedliwe traktowanie jakiemu została poddana ona i jej rodzina sprawiły, że odczuwała ona wewnętrzny opór w związku z zachodzącymi zmianami i działaniami „żołnierzy” Mao? A może rzeczywiście „Nazywam się Numer Cztery” to zapis wspomnień kobiety, która starała się przede wszystkim normalnie żyć w podłych czasach, w których każdy mógł stać się ofiarą fałszywych oskarżeń i donosów, i nie powinnam doszukiwać się w tym utworze przemilczeń?  Niezależnie od tego, jak brzmiałaby odpowiedź na powyższe pytania, nie zmieni to faktu, że „Nazywam się Numer Cztery” jest poruszającą książka, która pokazuje, jak idee jednego, charyzmatycznego człowieka mogą wpłynąć na proste społeczeństwo poddawane indoktrynacji od najmłodszych lat.

„Nazywam się Numer Cztery” to zapis wspomnień młodej dziewczyny przefiltrowany przez umysł dojrzałej kobiety. Ting-xing Ye daje czytelnikom możliwość spojrzenia na rewolucję kulturową oczami przeciętnej obywatelki Chińskiej Republiki Ludowej, która miała to nieszczęście, że urodziła się w nie tej klasie społecznej, w której trzeba. Pisarka nie demonizuje rewolucji ani jej nie gloryfikuje, pokazuje ją z perspektywy obywatela niezaangażowanego politycznie i ten fakt mi się spodobał.
 

środa, 1 października 2014

"Śmiech w chmurach" tom 1, KarakaraKemuri

Tytuł oryginalny: Donten ni Warau
Wydawnictwo: Waneko
Gatunek: akcja, fantasy, historia
Rok wydania: 2014


Dokładnie 15 września polski rynek mangowy, za sprawą wydawnictwa Waneko, wzbogacił się o pierwszy tom nowej serii  - „Śmiech w chmurach” – autorstwa mangaczki sygnującej swoje komiksy jedynie imieniem Karakarakemuri. Manga wywarła na mnie całkiem pozytywne wrażenie.

W „Śmiechu w chmurach” mamy trochę niestandardowy układ historii. W pierwszym tomie autorka zamieściła tylko jeden rozdział głównego nurtu opowieści, kolejne dwa rozdziały to dodatkowa historia, która przenosi czytelnika do dalekiej przeszłości. W pierwszym rozdziale zostają nam przybliżone sylwetki głównych bohaterów mangi. Rok 1878, jedenasty rok epoki Meji, w Świątyni Chmur położonej w Ootsu w prefekturze Shiga mieszkają trzej bracia Kumou zajmujący się transportowaniem kryminalistów do więzienia położonego w drzewnej fortecy. Chłopcy pomagają także w chwytaniu przestępców, którym udało się zbiec eskorcie.

Tenka, Soramaru i Chuutarou to dość zróżnicowane charakterologicznie rodzeństwo. Najstarszy z braci wydaje być się lekkoduchem, młodszy Soramaru ma kompleksy na punkcie swojej siły i ciągłych porażek podczas ćwiczeń odbywanych z Tenką. Chuutarou najmłodszy z braci ślepo zapatrzony w starsze rodzeństwo jest słodko naiwny, a jego zachowanie jest jednym z głównych nośników komizmu w mandze. Obok głównych bohaterów pojawia się jeszcze opanowany opiekun świątyni Shirasu Kinjou. W pierwszym rozdziale mamy również sporo postaci epizodycznych. Autorka w tej części zaledwie wprowadza nas w fabułę i wątki, które zdecydowanie będą miały swoją kontynuację, a teraz są jedynie lekko zarysowane.

Kolejne dwa rozdziały noszące tytuł „Ulotny śmiech” zawierają w sobie historię, która została narysowana przed powstaniem „Śmiechu w chmurach”. Akcja tej części toczy się 600 lat przed wydarzeniami przedstawionymi w pierwszym rozdziale mangi. Historia koncentruje się na pokazaniu miłości niejakiego Hirariego do młodej kobiety – Botan - należącej do grupy egzorcystów. Towarzyszami Botan są Kiyotsuna Sasaki oraz przodek trójki braci Kagemitsu Kumou. W pobocznej historii zostaje poruszony wątek  przeklętego węża Orochi – podejrzewam, że wątek potwora budzącego się co 300 lat będzie w jakiś sposób wpleciony w główny wątek opowieści o trzech braciach.

Wydanie „Śmiechu w chmurach” jest staranne. Niemal wszystkie onomatopeje zostały elegancko usunięte i przetłumaczone – krzaczki widziałam bodajże na jednej stronie. W komiksie nie ma wewnętrznych marginesów, ale tomik nie jest mocno zbity, więc stron nie trzeba rozchylać na siłę. Pod matową obwolutą znajdują się trzy zabawne mini komiksy.   

Rysunki stworzone przez KarakaraKemuri są przyjemne dla oka. Historia dopiero się rozkręca, więc ciężko powiedzieć coś konkretnego o fabule, muszę jednak przyznać, że mangaczka potrafi rozbudzić i utrzymać zainteresowanie czytelnika.

Na tej stronie - KLIK - możecie obejrzeć pierwszy rozdział mangi.
 

sobota, 20 września 2014

"Peonia" Pearl S. Buck

Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 320
Rok wydania: 2010

XIX wiek, Kaifeng, Chiny. Bogata żydowska rodzina kupuje małą chińską dziewczynkę, Peonię. W przyszłości ma zostać służącą ich jedynego syna Dawida. Mijają lata. Peonia zakochuje się w swoim panu, jednak wie, że nie ma szans na poślubienie go. Matka Dawida, ortodoksyjna Żydówka, planuje jego ożenek z córką rabina. Nie wie, że syn jest już zakochany w pewnej pięknej Chince. Peonia postanawia uszczęśliwić ukochanego i za pomocą intryg doprowadzić do zaślubin. Powoduje to lawinę dramatycznych wypadków...


„Peonia” autorstwa amerykańskiej laureatki nagrody nobla w dziedzinie literatury Pearl S. Buck to piękna, sentymentalna i dramatyczna opowieść, której akcja rozgrywa się w XIX wiecznych Chinach.

Tytułowa bohaterka powieści to młoda, chińska niewolnica, która została kupiona przez żydowską rodzinę ben Izrael, by zostać towarzyszką zabaw a później służącą ich syna. Peonia i Dawid razem dorastali, a dziewczyna z czasem pokochała swego panicza. Bohaterka doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że związek z synem państwa leży poza jej zasięgiem. Pani Ezra, ortodoksyjna Żydówka, chce by jedynak poślubił piękną córkę rabina - Leę. Tymczasem sam zainteresowany jest zakochany w córce partnera biznesowego ojca - Kueilin. Peonia jest przekonana, że jeśli żoną Dawida zostanie córka rabina, w domu rodziny ben Izrael zabraknie miejsca dla atrakcyjne niewolnicy. Dziewczyna postanawia zrobić wszystko, by pozostać u swych państwa, i by móc wspierać i kochać Dawida, nawet jeśli nigdy nie będzie jej dane być razem z nim. Peonia zaczyna snuć sieć intryg, które mają doprowadzić do ślubu Dawida z Kueilin.

„Peonia” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Pearl S. Buck. Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, choć początkowo nie zapowiadało się najlepiej. Kilkakrotnie zaczynałam lekturę i powieść mnie nie wciągała. Znalazłam jednak wreszcie czas, by przysiąść i przebrnąć przez dłużący się lekko początek i dać się pochłonąć klimatowi niespiesznie snutej, ciekawej opowieści, której fabuła opiera się na dwóch wątkach – pisarka poruszyła w książce problematykę asymilacji ludności pochodzenia żydowskiego w Chinach, drugim centralnym wątkiem powieści jest historia miłości Peonii do Dawida.

Wątek stopniowej asymilacji Żydów w Chinach został bardzo dobrze pokazany. Autorka ukazała jak wyglądało życie Żydów w Chinach, pokazała czytelnikom dwie, przeciwstawne sobie postawy. Jedną ludzi, którzy dystansowali się od społeczeństwa, w którym żyli, pielęgnując własną tradycję i wiarę. Drugą, Żydów, którzy stopniowo stawali się częścią miejscowej społeczności. Buck ukazała jak wyglądał wewnętrzny konflikt ludzi rozdartych pomiędzy teraz i kiedyś.

W rodzinie ben Izrael główną obrończynią wiary i tradycji jest Naomi ben Izrael, która najczęściej jest nazywana madame Ezrą. To ta kobieta stoi na straży tradycji, to ona dba by zachowywać stare zwyczaje i by przestrzegać surowych praw religii. Kobieta nawet nie chce słyszeć o związku syna z Chinką. Pani Ezra marzy o tym, by jej syn mocniej związał się z tradycją przodków, dlatego tak ważne jest dla niej to, by ożenił się z córką rabina, która zajęłaby jej miejsce i pilnowała, aby Dawid nie porzucił ich religii i nie zapomniał o historii ich narodu. Naomi widzi jak jej rodacy asymilują się z miejscową ludnością, jak Żydzi poślubiają Chinki i zapominają o swoim pochodzeniu oraz tradycji, kobieta nie chce dopuścić, by jej rodzina zapomniała o swych korzeniach.

Do tematu asymilacji całkiem inaczej podchodzi mąż Naomi, który jest synem Żyda i Chinki. Kupiec patrzy na świat w sposób pragmatyczny, dla niego najważniejsze jest szczęście syna, a nie hołdowanie tradycji. Kaifeng jest dla Ezry domem, Chińczycy są przyjaciółmi i partnerami biznesowymi. Ezra przestrzega tradycji głównie dzięki żonie, ale nie jest tak zapatrzony w przeszłość jak ona.

Syn Ezry i Naomi jeszcze inaczej odnosi się do kultywowanych w domu tradycji. Chłopak jest bardzo mocno rozdarty pomiędzy światem, o którym opowiada mu matka, a światem, w którym żyje na co dzień. Młodzieniec akceptuje wpajane mu od maleńkości zasady, ale nie identyfikuje się do końca z narodem, który dobrowolnie izoluje się od reszty świata i uważa się za wybrańców Boga.

Z opisu wydawcy wynikałoby, że powieść Pearl S. Buck to przede wszystkim romans z jakimś dramatycznym twistem fabularnym. Oczywiście w powieści znajduje się wątek romansowy, mamy też obiecaną tragedię, ale odniosłam wrażenie, że to nie ten wątek stanowi centralną oś fabularną. Najważniejsze jest właśnie ukazanie wewnętrznego konfliktu głównego bohatera, którego tożsamość jest rozdarta. Wątek Peoni, choć jest wdzięczny i wzruszający, chowa się gdzieś w cieniu wątku poświęconego asymilacji chińskich Żydów.  
 

 

wtorek, 2 września 2014

"Opowieść Panny Młodej" tom 1, Kaoru Mori

Tytuł oryginalny: Otoyomegatari
Wydawnictwo: Studio JG
Gatunek: okruchy życia, romans, historia, seinen
Rok wydania: 2013

„Opowieść Panny Młodej” autorstwa Kaoru Mori to według mnie jedna z najlepiej wydanych mang w Polsce. Twarda oprawa, obwoluta, szycie, duży format, dzięki któremu czytelnik może w pełni podziwiać dokładne, bogate w niezwykłe detale rysunki autorki, dostarczają czytelnikowi niezapomnianych wrażeń estetycznych. Aż chce się trzymać ten komiks w rękach sycąc wzrok kolejnymi bajecznymi rysunkami mangaczki. Rysunki zachwycają, a i historyczna fabuła, w której zostaje przybliżone codzienne życie mieszkańców XIX wiecznej Azji Środkowej stanowi prawdziwą gratkę dla czytelnika.

Akcja pierwszego tomu „Opowieści Panny Młodej” koncentruje się na pokazaniu życia dwudziestoletniej Amiry i jej świeżo poślubionego dwunastoletniego męża Karluka. Współczesnemu czytelnikowi związek dwójki głównych bohaterów może wydać się kontrowersyjny i gorszący, ale bez obaw! Mangaczka nie wystawia nas na ekstremalne przeżycia, Kaoru Mori nie przekracza granic dobrego smaku. Związek dwójki głównych bohaterów opiera się na głównie na wzajemnej sympatii i szacunku.

Centralnymi bohaterami komiksu są Karluk i Amira, ale nie można zapomnieć o pokaźnej liczbie interesujących postaci, które występują obok tej pary. Mamy więc przedstawioną najbliższą, dość liczną rodzinę Karluka Eihonów. Gdzieś w tle pojawia się pochodzący z Europy podróżnik - pasożyt Smith. W tomiku, zwłaszcza w okolicach jego końca, pojawiają się krewni głównej bohaterki.


Fabuła „Opowieści Panny Młodej” toczy się niespiesznie, Niesamowite jest to, że rysunki i ich dynamika w jakiś cudowny sposób oddają w pełni senną, spokojną atmosferę stepu. Oczywiście nie brak w tym tytule dynamicznych kadrów, wspaniale oddających ruch, ale mimo to fabuła wydawała mi się mocno wyciszona – tylko człowiek i otaczająca go rozległa przestrzeń stepów, żadnego pośpiechu, żadnych goniących nas terminów.


Akcja w mandze zawiązuje się dopiero pod koniec pierwszego tomu – w czwartym rozdziale („Oddajcie Amirę”) pojawiają się wątki, które na pewno złożą się na jakąś dłuższą historię i będą kontynuowane w dalszych tomach. Fabuła pierwszego tomu „Opowieści Panny Młodej” to przede wszystkim obrazki ze zwykłego życia mieszkańców Azji Środkowej, autorka pokazuje nam ciekawe scenki z życia codziennego – znajdziemy tutaj informacje o budowaniu i urządzaniu domów, mamy bogate w przecudne detale rysunki dotyczące snycerstwa, w mandze zostały pokazane warunki życia nomadów zajmujących się hodowlą bydła. Ten komiks to prawdziwa gratka dla osób, które interesują się takimi rzeczami. 

„Opowieść Panny Młodej” to przepięknie narysowana, cudownie wydana manga poruszająca ciekawą tematykę. Bohaterowie występujący w komiksie są sympatyczni i ciężko ich nie polubić. Amira i Karluk to bardzo ciepłe, momentami rozczulające postacie – bardzo podobał mi się ten fragment, w którym zakłopotana Amira wypadła z chaty by uprać swoje ubrania, rozczulił mnie rozdział, w którym bohaterka szaleje z niepokoju o zdrowie swojego młodziutkiego małżonka. Również Karluk jest niezwykle sympatycznym chłopcem, troszczącym się i martwiącym o Amirę, którą w pełni akceptuje. Relacje tej pary są fajnie pokazane.

Komiks Kaoru Mori mnie zachwycił zarówno pod względem fabularnym jak i graficznym. Historia jak najbardziej trafia w mój gust, a rysunki są przecudne.


Na stronie wydawnictwa - KLIK - możecie obejrzeć przykładowe strony tej przepięknie wydanej mangi .